Głód po treningu to nie licencja
Godzina po treningu to moment, w którym najłatwiej zjeść wszystko, co pod ręką — i uznać to za zasłużone. Rozwiązanie okazało się logistyczne, nie moralne.
AUTOR: Radosław ·
Najgorsze decyzje żywieniowe podejmowałem nie wieczorem przed telewizorem, a 40 minut po treningu — w stanie, w którym każda kaloria wydawała się zasłużona.
Mechanizm jest podstępny, bo opiera się na czymś prawdziwym: organizm faktycznie potrzebuje wtedy paliwa. Fałszywy jest wniosek, że skoro potrzebuje, to nie ma znaczenia, co dostanie.
Zasłużony posiłek i dowolny posiłek to nie to samo zdanie.
Nie wygrałem tego dyscypliną. Wygrałem tym, że posiłek potreningowy jest przygotowany przed treningiem i czeka w lodówce. Decyzja zapada, kiedy nie jestem głodny — a więc kiedy nic mnie nie kosztuje.
Nie sprawdza się przy treningach poza domem bez dostępu do lodówki. Wtedy działa tylko jedno: mieć w plecaku coś nudnego i gotowego, zanim głód wybierze za mnie.
TAGI
- #dieta
- #glowa
- #nawyki