Przejdź do treści
RAPORT OPORU
← BLOG

Pierwsze Ultra mimo awarii systemu. O dotrzymywaniu słowa samemu sobie

Złamany palec, tężyczka i brak wolumenu biegowego. Jak ukończyłem swój pierwszy ultramaraton bez przygotowania fizycznego.

[OBSZAR: TRENING][CZAS: 2 MIN]

AUTOR: Radosław ·

Zrobiłem to. Przebiegłem swój pierwszy ultramaraton w życiu, zaliczając przy tym po raz pierwszy pełny dystans maratoński.

Patrząc na ten sezon chłodnym okiem, ten bieg nie miał prawa się udać. Liczba awarii po drodze powinna odesłać projekt z powrotem na etap koncepcyjny:

  • Późny start: Długa przerwa wywołana kontuzją na początku sezonu.
  • Tężyczka: Powróciła z mocnymi objawami zaledwie trzy miesiące po powrocie do reżimu treningowego.
  • Uraz mechaniczny: W połowie sierpnia zdemolowałem mały palec u stopy — całkowita blokada jakiegokolwiek biegania na 3 tygodnie.

Ostatni długi trening zrobiłem na początku lipca podczas wakacji w Szwecji. Miało to być ostatnie mocne rozbieganie przed startem zaplanowanym na dwa tygodnie później. Wtedy jednak nastąpił kolejny nawrót tężyczki i cały plan legł w gruzach.


Chichot losu

Ironia polega na tym, że w ciągu ostatnich 7 lat miałem co najmniej trzy sezony, w których fizycznie byłem nieporównywalnie lepiej przygotowany do maratonu czy ultra niż teraz.

Siedem lat temu byłem zapisany na swój debiutancki maraton. Zamiast stać na starcie, leżałem w łóżku z 40°C gorączki. Po tamtym odwołanym biegu odpuściłem temat na lata.

Dlaczego ten rok jest inny? Bo zmieniłem zasady gry w stosunku do samego siebie.

Różnica polega na dotrzymywaniu słowa danego samemu sobie. Coś, co sobie obiecałem i czego od siebie wymagam, stało się nienaruszalne. Chodzi o podejmowanie twardych decyzji, jasność celu, spójność działań i egzekucję rezultatów.


Zero przygotowania fizycznego

Z perspektywy moich standardów i tego, jak zazwyczaj projektuję twarde cele, do tego biegu nie przygotowałem się fizycznie wcale. Uratowało mnie tylko to, że jestem aktywny zawsze — nawet gdy nie trenuję pod żaden konkretny start.

Ten bieg ukończyłem wyłącznie dzięki przygotowaniu mentalnemu.

Chadd Wright powtarza, że najsilniejszym mięśniem w ciele jest język — ciało zrobi dokładnie to, co powiesz mu językiem. Słowa kształtują naszą rzeczywistość i tożsamość. To dlatego tak łatwo zniszczyć własny wynik durnym dialogiem wewnętrznym: „jestem zmęczony”, „zacznę od jutra”, „to jest za trudne”, „nie nadaję się”.

O tym, jak ogromne znaczenie mają treści, którymi się karmimy, ludzie, którymi się otaczamy, oraz gdzie stawiamy sobie mentalną granicę, napiszę w kolejnym wpisie z serii: „Jesteś tym, co jesz”.

Wszystkie wpisy